Dzisiaj najważniejsze doniesienia napływają z Rosji.
Na tamtejszym teatrze działań pojawiły się uzbrojone w pociski rakietowe drony Shahed, co stanowi nową próbę zwiększenia ryzyka oraz kosztów operacyjnych ukraińskich misji przechwytywania celów powietrznych. Niemniej jednak Ukraina może nie potrzebować nawet dedykowanych systemów przeciwdziałania, ponieważ uwarunkowania na polu walki już teraz zmieniają się na niekorzyść Rosji.

Moskwa zaczęła poszukiwać takiego rozwiązania, gdy ukraińskie śmigłowce, lekkie samoloty, a później drony przechwytujące zaczęły skutecznie neutralizować uderzenia bezzałogowców dalekiego zasięgu, niszcząc Shahedy przed dotarciem do celu. Odpowiedzią Kremla była konwersja części dronów uderzeniowych w prymitywne platformy zasadzek powietrznych poprzez doposażenie ich w pociski klasy powietrze-powietrze, wymierzone głównie w załogowe statki powietrzne, które wciąż musiały skracać dystans do celu. W teorii nawet ograniczony sukces operacyjny mógłby zmusić ukraińskie załogi do ostrożniejszego podejścia, co z czasem obniżyłoby efektywność załogowych misji przechwytywania.
Rosja rozwinęła tę taktykę, wdrażając do produkcji warianty Shahedów ze specjalnie zaprojektowanymi wewnętrznymi przedziałami kadłubowymi do przenoszenia pocisków. Ta zmiana strukturalna dowodzi, że koncepcja wyszła poza fazę doraźnych eksperymentów – rosyjski przemysł obronny zaczął bowiem dostosowywać architekturę płatowca do samego uzbrojenia, zamiast jedynie montować je na zewnętrznych podwieszeniach. Bardziej zintegrowany układ pozwolił na redukcję oporu aerodynamicznego oraz niestabilności lotu wywoływanej przez odsłonięty węzeł uzbrojenia, jednocześnie zmniejszając sygnaturę wizualną i radarową pocisku podczas podejścia do celu. Z perspektywy rosyjskich planistów rozwiązanie to zaczęło uchodzić za asymetryczną broń defensywną, która rozwiązywała problem przechwytywania bez utraty pierwotnych zdolności uderzeniowych Shaheda.

Założenie to zderza się jednak z poważnymi ograniczeniami technicznymi i doktrynalnymi w realiach rzeczywistego starcia powietrznego. Przed odpaleniem pocisku bezzałogowiec musi wykryć cel, określić jego wektor ruchu (kierunek i prędkość) oraz manewrować do wąskiego stożka przechwycenia, w którym głowica samonaprowadzająca na podczerwień będzie w stanie zablokować się na śladzie termicznym celu po starcie. Samoloty bojowe realizują ten proces za pomocą zintegrowanych sensorów, systemów kierowania ogniem, prędkości, manewrowości oraz świadomości sytuacyjnej pilota tworzącego dynamiczny obraz przestrzeni powietrznej, podczas gdy Shahed został zaprojektowany do lotu po zaprogramowanej trasie ku stałym celom naziemnym. Platforma ta przenosi pociski R-60 – starsze, radzieckie rakiety krótkiego zasięgu naprowadzane na podczerwień, które mogą stanowić poważne zagrożenie, o ile zostaną prawidłowo naprowadzone na cel. Kluczowe ograniczenie tkwi jednak w samym nosicielu, któremu brakuje systemów obserwacji, wsparcia celowniczego oraz układów sterowania niezbędnych do niezawodnego wypracowania pozycji strzeleckiej. Oznacza to, że choć pocisk może nadal zagrażać przeciwnikowi w sprzyjających okolicznościach, sam Shahed jest strukturalnie niezdolny do systematycznego kreowania takich sytuacji na polu walki.

W rezultacie uzbrojony w pociski rakietowe Shahed pozostaje całkowicie zależny od zewnętrznego naprowadzania w kluczowej fazie starcia, wymagając od operatora ciągłego śledzenia przechwytującego statku powietrznego i manewrowania dronem aż do momentu wejścia w niezwykle wąskie okno startowe. Odległość, ukraińskie systemy walki radioelektronicznej (WRE) oraz niestabilne łącza danych mogą w każdej chwili przerwać ten łańcuch dowodzenia. Gdy tylko obraz telemetryczny celu ulega rozmyciu, szansa na skuteczny strzał bezpowrotnie mija. Problem nie polega jedynie na tym, że bezzałogowiec traci orientację, ale na tym, że dyskwalifikuje to jego dwuzadaniowość, obarczając go uzbrojeniem, które działa wyłącznie przy idealnym kącie, dystansie i synchronizacji czasu.

Jeszcze poważniejszym wyzwaniem dla Rosji jest fakt, że środowisko operacyjne ewoluuje szybciej niż założenia taktyczne, na których oparto tę koncepcję. Siły ukraińskie coraz powszechniej wykorzystują drony przechwytujące zamiast lotnictwa załogowego do zwalczania nadlatujących bezzałogowców, co pozbawia zmodyfikowanego Shaheda jego pierwotnej wartości jako narzędzia odstraszania pilotów i kosztownych platform powietrznych. Ukraina nie zneutralizowała tego zagrożenia poprzez opracowanie bezpośredniej kontrmiary wobec samego pocisku R-60, lecz poprzez fundamentalną zmianę doktryny przechwytywania, sprawiając, że rosyjskie rozwiązanie traci cele, zanim osiągnie dojrzałość technologiczną. Dla Moskwy jest to wyraźne ostrzeżenie doktrynalne: jakakolwiek adaptacja technologiczna traci znaczenie strategiczne, jeśli zostanie wdrożona zbyt późno.

Podsumowując, załamanie się koncepcji Shaheda uzbrojonego w pociski rakietowe dowodzi, że samo doposażenie drona uderzeniowego w broń klasy powietrze-powietrze nie tworzy skutecznego systemu samoobrony. Jeśli Rosja chce utrzymać tę ideę przy życiu, będzie potrzebować platform zdolnych do autonomicznego wykrywania, śledzenia i pozycjonowania się do strzału, bez zależności od podatnych na zakłócenia zewnętrznych łączy danych w decydującym momencie. W międzyczasie Ukraina wyznacza kierunek rozwoju w stronę tańszego modelu defensywnego, w którym bezzałogowe drony przechwytujące deprecjonują rosyjskie innowacje, udowadniając, że ewolucja doktrynalna wyprzedza adaptację techniczną. O losach bitwy o ukraińskie niebo nie zadecyduje doraźne przekształcanie Shahedów w improwizowane nosiciele rakiet, lecz to, czy systemy bezzałogowe będą w stanie samodzielnie i niezawodnie niszczyć inne drony bezpośrednio w powietrzu.


.jpg)








Komentarze