Dzisiaj przeanalizujemy czynniki, które w ostatniej chwili skłoniły USA do odwołania inwazji lądowej na Iran.
W czasie gdy dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy koncentrowały się na Bliskim Wschodzie, a sztabowcy analizowali opcje desantu na terytorium Iranu, perspektywa bezpośredniej inwazji USA stała się realnym scenariuszem w kulminacyjnym momencie konfliktu. Jednak w chwili, gdy Waszyngton zdawał się kończyć przygotowania operacyjne, bieg wydarzeń uległ zwrotowi, który całkowicie zmienił dynamikę tej konfrontacji.

Możliwość przeprowadzenia amerykańskiej operacji lądowej przeciwko Iranowi nie była jedynie koncepcją teoretyczną, lecz scenariuszem, pod który Waszyngton konsekwentnie budował odpowiednie ugrupowanie sił i środków. Do końca marca dwa tysiące dwudziestego szóstego roku na Bliskim Wschodzie rozmieszczono ponad pięćdziesiąt tysięcy amerykańskich żołnierzy. W miarę pogłębiania się kryzysu sukcesywnie dyslokowano dodatkowe pododdziały Piechoty Morskiej oraz sił operacji specjalnych. Raporty wskazywały również na skierowanie w rejon działań elementów 82. Dywizji Powietrznodesantowej. Ponadto Stany Zjednoczone przerzuciły do regionu ponad sto dwadzieścia statków powietrznych, w tym lotnictwo myśliwskie, uderzeniowe, rozpoznawcze, transportowe i tankowania powietrznego. Z niezależnych doniesień wynikało, że połączony komponent lotniczy USA i państw sojuszniczych przekroczył ostatecznie liczbę pięciuset samolotów bojowych w teatrze działań, co zapewniało potężne wsparcie dla jakiejkolwiek potencjalnej operacji lądowej. Na początku kwietnia zwiększyło to łączny stan osobowy wojsk rozmieszczonych na Bliskim Wschodzie do ponad sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy, co stanowiło podwojenie standardowego kontyngentu stacjonującego w tym regionie. Jednocześnie siły USA prowadziły uderzenia na irańską infrastrukturę wojskową wzdłuż południowego wybrzeża, podczas gdy w obszarze logistyki trwało rozwijanie szpitali polowych oraz dyslokacja personelu zabezpieczenia. Wszystkie te działania jednoznacznie wskazywały na przygotowania do operacji o skali znacznie wykraczającej poza długotrwałą kampanię powietrzną.

Logika stojąca za tymi przygotowaniami była klarowna. Ataki lotnicze mogły poważnie zdegradować irański potencjał militarny oraz infrastrukturę krytyczną, jednak — jak wskazywały niedawne analizy strategiczne poświęcone Iranowi — Waszyngton miał świadomość, że samo zaangażowanie sił powietrzno-kosmicznych nie doprowadzi do wymuszenia zmiany reżimu ani upadku władz w Teheranie. Do osiągnięcia tego celu niezbędne było wywarcie presji na lądzie, jako że inne alternatywy polityczno-militarne stawały się coraz mniej realne. Masowe protesty antyrządowe nie zdołały się rozwinąć z powodu brutalnych i zakrojonych na szeroką skalę działań pacyfikacyjnych podjętych przez irański reżim w styczniu. Z kolei siły kurdyjskie odmówiły zaangażowania się w kampanię przeciwko Iranowi w obawie, że po poniesieniu ciężkich strat w walkach zostaną ponownie porzucone przez partnerów zewnętrznych. Jednocześnie regionalni sojusznicy Waszyngtonu wykazywali znikome chęci oraz ograniczone zdolności do wzięcia udziału w kosztownej i bezpośredniej wojnie lądowej z Iranem. W obliczu fiaska tych alternatywnych rozwiązań, ograniczona amerykańska operacja lądowa jawiła się jako ostatnia dostępna opcja wywarcia bezpośredniej presji na irańskie siły zbrojne oraz kierownictwo polityczne kraju.

Najszerzej dyskutowane scenariusze inwazji koncentrowały się na południowym Iranie, gdzie amerykański potencjał morski i lotniczy mógł zostać wykorzystany z najwyższą efektywnością. Jeden z wariantów zakładał przejęcie wyspy Chark, kluczowego irańskiego węzła eksportu ropy naftowej, co pozbawiłoby Teheran głównego źródła dochodów budżetowych, a zarazem pozwoliło na ustanowienie wysuniętej pozycji operacyjnej w bezpośrednim sąsiedztwie lądu. Inna koncepcja skupiała się na wyspie Kisz, której położenie geograficzne oferowało dogodną bazę wypadową wewnątrz Zatoki Perskiej. Bardziej ambitne plany zakładały operacje na kontynencie w rejonie Bandar-e Abbas, mające na celu zabezpieczenie kluczowych morskich punktów dławiących w Cieśninie Ormuz oraz wywarcie bezpośredniej presji na irańską infrastrukturę wojskową. Część analiz wskazywała również na możliwą oś inwazji z terytorium Iraku, gdzie istniejąca amerykańska infrastruktura wojskowa mogła znacząco ułatwić logistykę i przerzut wielkich jednostek manewrowych. Chociaż plany te różniły się diametralnie pod względem skali, łączył je wspólny cel strategiczny: ustanowienie początkowej fizycznej obecności na terytorium Iranu w celu uzyskania przewagi negocjacyjnej, której same uderzenia rakietowe i lotnicze nie były w stanie zapewnić.

Jednakże w miarę postępów w planowaniu, negatywne konsekwencje operacji lądowej stawały się coraz trudniejsze do zignorowania. Nawet ograniczony desant wystawiłby siły amerykańskie na rażenie szerokim spektrum irańskich systemów rakietowych, bezzałogowych statków powietrznych oraz na starcie z licznymi formacjami wojsk regularnych i nieregularnych. Amerykańscy analitycy wojskowi określali jakąkolwiek operację desantową mianem misji samobójczej, podkreślając, że byłaby ona skrajnie niebezpieczna, niosłaby za sobą ryzyko poniesienia znacznych lub wręcz masowych strat w ludziach oraz wymagałaby potężnego wsparcia z morza i powietrza, aby zapobiec unicestwieniu sił desantowych po uchwyceniu przyczółka. Istniał konsensus co do tego, że siły zgromadzone w regionie były wystarczające do prowadzenia działań rajdowych, ograniczonych desantów czy opanowania izolowanych celów, takich jak wyspy przybrzeżne, ale nie do przeprowadzenia inwazji zdolnej do obalenia rządu w Teheranie. Jakakolwiek operacja wykraczająca poza te ograniczone cele wymagałaby najprawdopodobniej uruchomienia masowych, dodatkowych rzutów wojsk. Jednocześnie brak było racjonalnych przesłanek, by sądzić, że opanowanie wyspy lub pozycji brzegowej doprowadzi do nagłego wybuchu masowych niepokojów wewnętrznych, ofensywy kurdyjskiej czy uzyskania wsparcia ze strony sojuszników regionalnych. W rezultacie potencjalne koszty operacji desantowej stawały się jednoznaczne, podczas gdy jej zdolność do osiągnięcia szerszych celów strategicznych Waszyngtonu pozostawała wysoce niepewna.

Podsumowując, Stany Zjednoczone nie zrezygnowały z inwazji z powodu braku zdolności operacyjnych do jej przeprowadzenia, lecz z racji tego, że prognozowane koszty okazały się niewspółmiernie wysokie. Iran wciąż dysponował potencjałem obronnym wystarczającym do uczynienia z każdej operacji desantowej przedsięwzięcia skrajnie niebezpiecznego i potencjalnie bardzo krwawego. Jednocześnie Waszyngton nie miał pewności, czy zajęcie terytorium przełoży się na realizację jego nadrzędnych celów politycznych i militarnych. Ostatecznie od planów inwazji odstąpiono, ponieważ wymagała ona znacznie większego zaangażowania sił i środków, niż Stany Zjednoczone były gotowe poświęcić dla uzyskania niepewnego rezultatu.


.jpg)








Komentarze