W tym materiale wideo przeanalizujemy, dlaczego rosyjskie okręty i statki są coraz częściej zmuszane do zawracania na Morzu Bałtyckim.
W zaistniałej sytuacji jednostki rosyjskiej szarej floty przenoszą swoje trasy w pobliże Niemiec, jako że przestrzeń operacyjna na Bałtyku, z której Rosja dotychczas korzystała w sposób swobodny, zaczyna się kurczyć. Obszar, który przez długi czas służył Moskwie jako rutynowy korytarz tranzytowy, staje się obecnie akwenem, gdzie presja ze strony Szwecji zmusza rosyjskie statki do odwrotu.

Powyższa zmiana jest już wyraźnie widoczna w sposobie przemieszczania się jednostek rosyjskiej szarej floty na Morzu Bałtyckim. Od początku marca coraz więcej z nich wybiera trasy położone bliżej Republiki Federalnej Niemiec, przy czym niektóre statki poruszają się tak blisko niemieckiego wybrzeża, że niemal o nie zahaczają, rezygnując z bardziej bezpośrednich kursów wysuniętych dalej na północ. Organizacja Greenpeace odnotowała sto trzydzieści sześć tankowców korzystających z tych tras, w tym trzydzieści jeden jednostek, które naruszyły lub wpłynęły w niemiecką strefę morza terytorialnego o szerokości dwunastu mil morskich, co obrazuje skalę transformacji rosyjskich schematów żeglugowych. Statki, które niegdyś regularnie kursowały w tej części Bałtyku, zmieniają obecnie trasę na dłuższą, aby zredukować ekspozycję na szwedzkie instrumenty nacisku.

Zmodyfikowane trasy jednoznacznie wskazują na źródło wspomnianej presji – Szwecja zaczęła zatrzymywać jednostki szarej floty z intensywnością znacznie większą niż dotychczas, zamieniając dotychczasowy rutynowy tranzyt w realne ryzyko operacyjne dla Federacji Rosyjskiej. Najbardziej wyrazistym przykładem jest statek towarowy Caffa, zatrzymany przez Szwecję na wniosek strony ukraińskiej. Ukraińska prokuratura powiązała później tę jednostkę z nielegalnym eksportem zboża z okupowanych terytoriów Ukrainy. Sprawa weszła w fazę krytyczną dla rosyjskiej żeglugi w momencie, gdy szwedzki sąd wydał decyzję o zajęciu ładunku statku. Krok ten podniósł poziom ryzyka daleko poza ramy zwykłych opóźnień czy inspekcji technicznych, ponieważ statki przepływające w pobliżu Szwecji muszą się obecnie liczyć z utratą przewożonego towaru. Dla Moskwy zatrzymanie statku jest wciąż problemem czysto logistycznym, jednak konfiskata ładunku uderza bezpośrednio w rentowność ekonomiczną rejsu. Gdy ta zależność stała się oczywista, każdy pasaż przez te wody zaczął nieść ze sobą znacznie poważniejsze zagrożenie finansowe.

Owe zagrożenie uderza ze szczególną siłą w rosyjskie tankowce, ponieważ większość rosyjskiego eksportu ropy naftowej z portów Primorsk i Ust-Ługa wciąż musi przechodzić przez te same wąskie korytarze bałtyckie. Powoduje to, że statki te są wyjątkowo podatne na zagrożenia w sytuacji, gdy szwedzkie działania niosą ze sobą ryzyko przepadku ładunku. Szwecja utrzymuje swoje siły morskie w stałej gotowości operacyjnej na Bałtyku, a jej rosnąca determinacja w zatrzymywaniu statków szarej floty dowodzi, że presja ta ewoluuje z fazy samej obserwacji do fazy egzekwowania prawa. To spycha coraz więcej rosyjskich tankowców w kierunku niemieckiego wybrzeża, gdzie próbują one zmaksymalizować dystans od szwedzkiej strefy kontroli. Na tak ograniczonych akwenach nawet marginalny wzrost szwedzkiej presji wystarcza, by zmusić rosyjską żeglugę do korzystania z dłuższych i mniej efektywnych ekonomicznie tras.

Procesy zachodzące wokół tych szlaków żeglugowych stanowią element znacznie szerszego, strategicznego zwrotu Szwecji ku Ukrainie. Szwecja staje się jednym z największych donatorów Ukrainy w Europie, z dotychczasowymi zobowiązaniami na poziomie dziewięciu miliardów dolarów oraz kolejnymi czterema miliardami przewidzianymi na bieżący rok. Oczekuje się, że od początku przyszłego roku Szwecja rozpocznie również dostawy szesnastu myśliwców Gripen w wersjach C i D dla Ukrainy, co zwiększy potencjał bojowy Kijowa w powietrzu i pokaże, że szwedzki nacisk na Rosję wykracza daleko poza sferę bezpieczeństwa morskiego. Oznacza to, że rosyjska aktywność na Bałtyku napotyka obecnie opór państwa, które przeciwdziała szarej flocie na morzu, a jednocześnie wspiera Ukrainę w osłabianiu potencjału militarnego Rosji na teatrze działań wojennych. Rosja musi w coraz większym stopniu traktować Szwecję jako strategicznego przeciwnika na linii frontu, a nie tylko jako kolejnego regionalnego decydenta basenu Morza Bałtyckiego, ponieważ szwedzkie działania obejmują dziś zarówno morską egzekucję prawa, jak i ogólny wysiłek obronny skierowany przeciwko Rosji. Oznacza to również, że Kreml ma do czynienia z państwem, które staje się coraz trudniejsze do zastraszenia lub marginalizacji politycznej w miarę stałego pogłębiania szwedzkiego wsparcia dla Ukrainy. W miarę jak oba te wektory nacisku ulegają zacieśnieniu, Szwecja wyrasta na jednego z najpoważniejszych europejskich oponentów Federacji Rosyjskiej.

Podsumowując, wykorzystanie operacyjne Bałtyku przez Moskwę w dotychczasowy sposób staje się coraz trudniejsze, ponieważ szwedzka presja zmusza Rosję do porzucenia szlaków uznawanych dotąd za rutynowe. Im dłużej te działania będą ewoluować od procedur zatrzymania do konfiskat ładunków i szerokiego egzekwowania jurysdykcji morskiej, tym bardziej Rosja będzie zmuszona do rezygnacji ze swobody manewru, na której opierała się efektywność tej floty. Ponieważ Szwecja równolegle intensyfikuje presję na morzu oraz wsparcie dla Ukrainy, Rosja staje w obliczu konieczności odwrotu z wód, które dotychczas stanowiły fundament ciągłości jej handlu ropą naftową.


.jpg)








Komentarze