Z Karaibów docierają interesujące doniesienia.
Kubański system energetyczny znajduje się na krawędzi załamania z powodu trwającej blokady naftowej, pogłębionej przez potężny pożar w największej rafinerii w kraju. W obliczu widma upadku jednego z ostatnich sojuszników Rosji, Moskwa w trybie pilnym wysyła swoją flotę na Karaiby, ryzykując gniew amerykańskiej administracji.

Kruchy system energetyczny Kuby został ponownie wstrząśnięty po wybuchu pożaru w rafinerii Nico Lopez w Hawanie, jednym z trzech filarów infrastruktury paliwowej wyspy. Gęsty czarny dym uniósł się nad stolicą, gdy płomienie ogarnęły magazyn zawierający dawno nieużywane dodatki, przy którym zadokowane były dwa tankowce. Urzędnicy zapewniali, że główne zbiorniki magazynowe nie zostały uszkodzone i nie odnotowano żadnych obrażeń, jednak czas zdarzenia trudno uznać za gorszy. Kuba boryka się już z dotkliwym brakiem paliwa, a jakiekolwiek poważne uszkodzenie uderzające w rdzeń i tak już rozpadającej się sieci energetycznej, niosące ryzyko choćby tymczasowych zakłóceń, mogłoby wywołać kaskadowe przerwy w dostawach i paraliż zaopatrzenia.

Pożar rafinerii zintensyfikował presję naftową, jako że Kuba przez lata polegała na dotowanych dostawach z Wenezueli w ilości około 35 000 baryłek dziennie, co stanowiło prawie 90% całkowitego importu. Przepływy te zostały jednak przerwane po pojmaniu Nicolasa Maduro przez siły USA w zeszłym miesiącu, co odcięło główną linię życia rządu kubańskiego. Waszyngton dodatkowo zaostrzył wieloletnie embargo nowymi środkami wykonawczymi, grożąc cłami każdemu krajowi, który dostarcza ropę na Kubę. W związku z tym Meksyk, niegdyś kluczowy eksporter, wstrzymał dostawy na początku lutego 2026 r. pod rosnącą presją amerykańską. Aby zapewnić kontynuację blokady, znaczna część Marynarki Wojennej USA pozostaje rozmieszczona na Karaibach, monitorując i egzekwując to, co urzędnicy opisują jako kwarantannę Kuby, przy czym każdy tankowiec próbujący dokonać dostawy ryzykuje obecnie inspekcję i zajęcie.

Konsekwencje są widoczne na całej wyspie, ponieważ przerwy w dostawie prądu rozszerzyły się na cały kraj w miarę wyczerpywania się zapasów paliwa. Transport publiczny został ograniczony, loty zredukowane, a usługi rządowe poważnie zakłócone; przykładowo w tym miesiącu sprawnych było tylko 44 ze 106 śmieciarek w Hawanie.


Dodatkowo niedobory paliwa podkopują rolnictwo, dystrybucję żywności oraz turystykę, potęgując inflację i niestabilność peso. Szpitale pracują przy ograniczonym personelu, szkoły i uniwersytety skracają godziny zajęć, a pracownicy sektora publicznego mierzą się ze skróconym tygodniem pracy. Zdjęcia satelitarne analizowane przez niezależnych obserwatorów pokazują duże obszary Kuby pogrążone w ciemności w nocy, co odzwierciedla racjonowanie energii elektrycznej na skalę krajową.


W tę próżnię wkroczyła Rosja, sygnalizując, że wyśle ropę i produkty naftowe na Kubę jako pomoc humanitarną. Ambasada Rosji w Hawanie ogłosiła, że dostawy spodziewane są wkrótce, przedstawiając ten krok jako wsparcie nadzwyczajne w obliczu wyjątkowej sytuacji, jednak nie jest jasne, czy transporty te będą miały charakter trwały, czy symboliczny.

Władze rosyjskie zasygnalizowały, że nie dążą do eskalacji z Waszyngtonem, istnieje też otwarta obawa, że tankowce mogą zostać ponownie przejęte na trasie. Niemniej stanowisko Moskwy zostanie potraktowane jako prowokacja, gdyż urzędnicy USA ostrzegali, że państwa obce dostarczające paliwo na Kubę mogą narazić się na retorsje handlowe. Rosja poradziła również swoim obywatelom unikanie podróży na Kubę ze względu na niestabilność paliwową, co sugeruje uznanie powagi kryzysu.

Rosyjscy analitycy wyszli jednak poza oficjalną narrację o pomocy paliwowej w stronę bardziej prowokacyjnych spekulacji, otwarcie dyskutując o możliwości ukrycia w transportach ropy ładunków wojskowych. Sugerują oni, że ładunek mógłby i powinien zawierać sprzęt wojskowy, w tym drony typu Shahed do uderzenia w południowe serce USA, gdyby Hawana zdecydowała się militarnie oprzeć amerykańskiej presji. Zauważają, że drony o zasięgu 2000 kilometrów rozmieszczone w pobliżu Hawany mogłyby dotrzeć do części południowo-wschodnich Stanów Zjednoczonych, w tym kluczowej infrastruktury na Florydzie i wzdłuż wybrzeża. Choć dyskusje te pozostają hipotetyczne, podnoszą one widmo nowoczesnego kryzysu kubańskiego, ponieważ nawet retoryczne ujęcie problemu w ten sposób eskaluje napięcia i wprowadza nowe ryzyka do i tak już niestabilnej sytuacji.

Zdolność Rosji do strategicznej zmiany kubańskiej równowagi sił jest jednak ograniczona. Choć dostawy humanitarne będą potencjalnie pomocne w krótkim terminie, nie zrównoważą one strukturalnej izolacji ani nie przywrócą utraconych dostaw z Wenezueli w wystarczającej skali.


Sama Rosja działa pod presją sankcji i ograniczeń morskich, nie będąc w stanie chronić własnej „cienistej floty”, a śmiała retoryka maskuje brak opcji dla rzeczywistych działań wojskowych. Na tej podstawie obecne publiczne spekulacje na temat rozmieszczenia dronów służą raczej jako sygnał polityczny niż plan działania.


Ogólnie rzecz biorąc, Kuba znajduje się obecnie na celowniku strategicznym Ameryki, ponieważ presja naftowa, pogłębiona przez wycofanie się Meksyku i zakłócenia w Wenezueli, pozostawiła wyspę odsłoniętą. Obietnica pomocy ze strony Rosji podkreśla polityczne zbliżenie, ale nie gwarantuje trwałego wsparcia. Spekulacje na temat pomocy wojskowej potęgują napięcie, lecz podobnie jak w przypadku innych nadwerężonych sojuszy, retoryka Rosji może wyprzedzać jej realne możliwości. Nadchodzące miesiące rozstrzygną, czy kryzys energetyczny Kuby stanie się punktem zwrotnym, czy kolejnym rozdziałem w przedłużającej się próbie wytrzymałości.


.jpg)








Komentarze