Z Białorusi napływają dziś niepokojące doniesienia.
Mińsk po raz kolejny testuje granice dopuszczalności, dokonując powtarzających się prowokacji w przestrzeni powietrznej oraz naruszeń wzdłuż granicy z Ukrainą. Obecnie strona białoruska powiela rosyjskie schematy operacyjne, dążąc wręcz do sprowokowania Ukrainy do gwałtownej eskalacji.

W ostatnim czasie siły ukraińskie odnotowały nietypową aktywność po białoruskiej stronie granicy państwowej. Ukraińskie systemy radiolokacyjne i monitorujące zaczęły również wykrywać wzmożony ruch w powietrzu w strefie przygranicznej. W odpowiedzi prezydent Zełenski ostrzegł, że Ukraina jest w pełni przygotowana do obrony swoich obywateli i suwerenności, dodając, że każdy, kto rozważa zaangażowanie w agresję przeciwko Ukrainie, musi liczyć się z konsekwencjami.

Wkrótce potem wykryto śmigłowce zbliżające się do granicy w rejonie Czarnobyla. Dwie białoruskie maszyny operowały wewnątrz terytorium Białorusi, zaledwie kilka kilometrów od ukraińskich obwodów czernihowskiego i kijowskiego. Jeden ze śmigłowców leciał zaledwie kilka metrów od linii granicznej i sprawiał wrażenie przygotowującego się do wlotu w czarnobylską strefę wykluczenia. W odpowiedzi ukraińskie jednostki obrony powietrznej zostały postawione w stan pełnej gotowości bojowej do przechwycenia celów. Incydent ten ma istotne znaczenie, ponieważ na początku rosyjskiej inwazji na pełną skalę rosyjskie wojska powietrznodesantowe wykorzystały śmigłowce do błyskawicznego uderzenia na Kijów i zajęcia strategicznych punktów wokół stolicy.

Ta najnowsza prowokacja wpisuje się w postępujące przygotowania na Białorusi, które mogą umożliwić siłom rosyjskim lub samej armii białoruskiej ponowne wyprowadzenie ataku na Ukrainę z kierunku północnego. Ukraina informuje o rozbudowie szlaków logistycznych, poligonów i obiektów wojskowych na terytorium Białorusi, które w założeniu mają być wykorzystywane wspólnie z siłami rosyjskimi. Jednocześnie, choć nie odnotowano masowej koncentracji wojsk rosyjskich, kilkutysięczny kontyngent ściśle współpracuje z armią białoruską, obok blisko trzystu tysięcy rezerwistów, którzy mogą zostać zmobilizowani w przypadku wystąpienia zdarzenia inicjującego. Z tego względu Ukraina kontynuuje przygotowania na wypadek ewentualnych prowokacji i prób destabilizacji północnego pogranicza, wznosząc linie obronne i fortyfikacje. Białoruskie śmigłowce zbliżające się do granicy mogłyby wysadzić desant sił specjalnych i zapewnić wsparcie ogniowe w celu przełamania obrony, co umożliwiłoby wejście większym formacjom.

Tym razem, na szczęście, śmigłowce zawróciły w ostatniej chwili, choć krótko potem inny obiekt przekroczył granicę Ukrainy od północy. Po wejściu w ukraińską przestrzeń powietrzną obiekt zidentyfikowano jako balon poruszający się na wysokości około sześciu tysięcy pięciuset metrów.

Balon był wyposażony w retransmiter sygnału zaprojektowany w celu wzmocnienia łączności oraz stabilizacji i wydłużenia zasięgu sygnału sterującego dla rosyjskich dronów i innych systemów uzbrojenia wykorzystywanych w atakach na Ukrainę. Jest to jedno z narzędzi stosowanych przez Rosję w celu zwiększenia efektywności uderzeń. Jednak w przypadku przekroczenia granicy, obiekty te mogą zostać zestrzelone bez ryzyka wywołania większej eskalacji, jaką spowodowałoby bezpośrednie uderzenie w białoruską przestrzeń powietrzną.

Białoruś podbija jednak stawkę, wykraczając poza zwykłe udostępnianie swojego terytorium dla rosyjskich dronów w celu wzmacniania sygnału. Co istotne, część rosyjskich dronów użytych w atakach na Kijów nie posiada zasięgu operacyjnego pozwalającego na start z terytorium Rosji, co oznacza, że musiały zostać wystrzelone z Białorusi. W szczególności Rosja użyła nowego drona Lancet sterowanego przez sztuczną inteligencję w ataku na Kijów, gdzie maszyna rozbiła się w pobliżu Pomnika Niepodległości. Szacowany zwiększony zasięg tego drona wynosi do 100 kilometrów, podczas gdy najbliższa granica z Rosją znajduje się w odległości około dwustu kilometrów.

Drony Lancet są również trudniejsze do przechwycenia niż maszyny typu Shahed ze względu na mniejsze rozmiary i inną charakterystykę lotu, co wymaga zaangażowania dodatkowych zasobów obrony powietrznej. Incydent ten sugeruje, że Rosja wykorzystuje obecnie terytorium Białorusi nie tylko do logistycznego wsparcia ataków, ale także jako platformę startową do uderzeń na Ukrainę.

Stwarza to trudny dylemat strategiczny dla Kijowa, gdyż siły ukraińskie dotychczas unikały atakowania celów wewnątrz Białorusi, aby nie dopuścić do dalszej eskalacji i bezpośredniego wciągnięcia Mińska do wojny. Jest to jednak dokładnie ten cel, do którego dąży Rosja – chce zmusić Ukrainę do otwarcia i obrony kolejnego dużego frontu wzdłuż liczącej około tysiąca kilometrów granicy z Białorusią. Taka eskalacja pozwoliłaby ostatecznie Łukaszence ogłosić mobilizację rezerwistów przy mniejszym oporze społecznym, wymuszając wejście Białorusi w konflikt i tym samym jeszcze bardziej rozpraszając ukraińskie zasoby ludzkie, sprzętowe i środki obrony przeciwlotniczej.

Podsumowując, Białoruś nie jest już tylko pasywnym sojusznikiem pozostającym w cieniu wojny. Terytorium to jest już wykorzystywane jako punkt startowy dla dronów, testowane są załogowe naruszenia przestrzeni powietrznej, a zaplecze lądowe jest systematycznie przygotowywane. Niepokój jest uzasadniony; choć nie ma jeszcze dowodów na pełnoskalową ofensywę z północy, powtarzające się prowokacje, przygotowania wojskowe i instrumentalne wykorzystanie terytorium Białorusi wskazują na skoordynowane działania mające na celu wywarcie presji na Ukrainę, rozciągnięcie jej obrony i utrzymywanie stanu ciągłej niepewności na północnej granicy.


.jpg)








Komentarze