Po tym, jak Ukraina wykorzystała niewielkie nawodne drony morskie do diametralnej zmiany układu sił na Morzu Czarnym, Rosja rozpoczęła budowę bezzałogowej jednostki pływającej o dużym tonażu, która jednak powiela większość słabości konstrukcyjnych i taktycznych, jakimi wcześniej posłużyły się siły ukraińskie. W rzeczywistości ukraińska kampania z użyciem bezzałogowych aparatów nawodnych (USV) doprowadziła do systematycznego zatapiania i uszkadzania kluczowych okrętów bojowych, co w konsekwencji zmusiło pozostałe nawodne siły Floty Czarnomorskiej do wycofania się o ponad czterysta kilometrów na wschód, do Noworosyjska. Manewr ten był dla strony rosyjskiej koniecznością, gdyż ukraińskie drony stwarzały bezpośrednie zagrożenie nie tylko dla jednostek znajdujących się w rejsie, lecz także dla okrętów stacjonujących w bazach morskich. Na uwagę zasługuje fakt, że ukraińskie wektory uderzeniowe skutecznie penetrowały silnie chronione akweny portowe, niszcząc infrastrukturę bazową oraz okręty nawodne, a także jeden ze stacjonujących tam okrętów podwodnych.

Ponadto nowsze warianty łodzi bezzałogowych, wyposażone w przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe (MANPADS), zdołały zestrzelić nad akwenem Morza Czarnego rosyjskie śmigłowce oraz dwa myśliwce Su-30 wysłane w celu ich neutralizacji. Wysoka efektywność operacyjna tych bezzałogowców wynika z niskiego kosztu jednostkowego, niewielkich gabarytów oraz łatwości masowego użycia w salwach uderzeniowych. Dzięki temu Strona Ukraińska może skierować wiele aparatów przeciwko jednemu celowi, akceptując utratę większości z nich, gdyż pojedyncze trafienie jest w stanie wyeliminować z walki duży okręt lub sparaliżować infrastrukturę o znaczeniu strategicznym.

Aczkolwiek dowództwo rosyjskie dostrzegło strategiczną rolę morskich systemów bezzałogowych i uruchomiło własne programy produkcyjne, to jego najnowsza odpowiedź doktrynalna zmierza w zupełnie innym kierunku. Moskwa rozpoczęła bowiem budowę bezzałogowej platformy nawodnej o wyporności około pięciuset ton, przeznaczonej do wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych (ZOP) oraz innych celów podwodnych. Nie jest to zatem mała łódź uderzeniowa, lecz pełnowymiarowy, autonomiczny okręt wojenny wyposażony w sensory, stację hydroakustyczną, układ napędowy oraz uzbrojenie, osiągający rozmiary porównywalne ze radzieckimi małymi okrętami rakietowymi projektu 1234 (w kodzie NATO: Nanuchka). Dowódca Marynarki Wojennej Federacji Rosyjskiej, admirał Aleksandr Moisiejew, określa ten projekt jako element szerszego programu rozbudowy potencjału bezzałogowego po dotkliwych stratach zadanych przez ukraińskie drony morskie.

Zgodnie z założeniami taktycznymi, jednostka ma prowadzić długotrwałe patrole w akwenach spornych oraz strefach wysokiego ryzyka, gdzie użycie okrętu załogowego wiązałoby się z nadmierną ekspozycją na ogień przeciwnika. Z uwagi na wyznaczone zadania, kadłub musi posiadać odpowiednią kubaturę dla pomieszczenia znacznych zapasów paliwa, stacji rozpoznania dalekiego zasięgu oraz rozbudowanego kompleksu sonarowego niezbędnego w działaniach ASW/ZOP. Wyeliminowanie załogi ma zwiększyć elastyczność operacyjną w misjach wysokiego ryzyka, umożliwiając narażenie samej platformy bez ryzykowania życia marynarzy. Rosja mogłaby na przykład kierować tę jednostkę w rejon zagrożenia minowego lub w strefy denegacji dostępu, gdzie wysłanie tradycyjnego okrętu byłoby zbyt ryzykowne. Koncepcja ta stanowi zatem próbę połączenia tradycyjnych zdolności morskich z zaletami przypisywanymi operacjom bezzałogowym.

Paradoks tego podejścia polega jednak na tym, że budując 500-tonowy bezzałogowy okręt wojenny, Rosja zachowuje większość słabości cechujących tradycyjne jednostki nawodne. Platforma ta pozostaje duża, kosztowna w budowie i trudna do zastąpienia w przypadku uszkodzenia bądź zatopienia. Ze względu na gabaryty generuje znaczną sygnaturę radarową i optyczną, a jej funkcjonowanie zależy od złożonych systemów pokładowych wymagających ciągłej obsługi i osłony defensywnej.
Tymczasem strona ukraińska jest w stanie przeprowadzić zmasowany atak przy użyciu tanich dronów, kalkulując stratę większości z nich, jako że koszt pojedynczego aparatu stanowi znikomy ułamek wartości celu. Nawet przy braku załogi okręt pozostaje celem wysokowartościowym (High-Value Asset), który może zostać przeciążony i zniszczony przez tanie środki asymetryczne – dokładnie w ramach tej samej dynamiki, która zmusiła Flotę Czarnomorską do odstąpienia od dotychczasowych akwenów operacyjnych.

Podsumowując, rosyjski projekt bezzałogowego okrętu uwypukla głębsze problemy z adaptacją do zagrożeń asymetrycznych. Podczas gdy Ukraina zmieniła charakter walki na morzu poprzez wdrożenie tanich, jednorazowych i łatwo skalowalnych przemysłowo systemów, Rosja usiłuje odtworzyć tradycyjny potencjał morski za pomocą dużej platformy autonomicznej, zachowującej cechy klasycznego okrętu. Przedsięwzięcie to dowodzi, że Moskwa pojmuje potrzebę wycofania ludzi z niebezpiecznych stref działań, nie potrafi jednak powielić modelu niskokosztowej i masowej produkcji, który umożliwił Ukrainie ciągłe wysyłanie i odtwarzanie zasobów dronów morskich. W efekcie, choć konstrukcja ta może sprawiać wrażenie innowacyjnej, powiela kluczowe wady konwencjonalnych okrętów wojennych i może stać się jedynie kolejnym dużym celem pływającym.


.jpg)








Komentarze