Dziś najważniejsze wiadomości pochodzą z wojny dronowej w Ukrainie.
Tutaj kontrola nieba zawsze była czynnikiem decydującym o tym, co przetrwa na ziemi. To, co obecnie się wyłania, może radykalnie zmienić sposób sprawowania tej kontroli, wskazując na nowy poziom operatorów dronów, na który obecne systemy obrony mogą nie być przygotowane.

Niedawny test wojskowy PLA zaprezentował rolę przypominającą kontrolera ruchu lotniczego dla bezzałogowych statków powietrznych, a nie tradycyjnego pilota drona. W tym modelu jeden żołnierz ma kontrolować rój liczący ponad 200 dronów za pomocą pojedynczego obrazu z kamery.


Ponieważ siły ukraińskie już teraz traktują drony jako podstawowe narzędzie pola walki, takie rozwiązanie bezpośrednio wpłynęłoby na ich zdolność do skalowania operacji dronowych, umożliwiając jednemu operatorowi kontrolowanie znacznie większej liczby maszyn. Klasyczny operator na pierwszej linii zazwyczaj obsługuje jednego drona FPV lub rozpoznawczego, co oznacza, że jego uwaga skupia się wyłącznie na utrzymaniu jednej maszyny w powietrzu i naprowadzeniu jej na cel. Operator w modelu dyspozytorskim przydziela natomiast zadania wielu dronom jednocześnie, przesuwając rolę człowieka z bezpośredniego sterowania pojedynczą maszyną na dowodzenie całą flotą bezzałogowców.


Model ten opiera się na autonomii, co oznacza, że każdy dron wyposażony jest w oprogramowanie pokładowe zdolne do samodzielnego podejmowania decyzji bez stałej ingerencji człowieka. Doniesienia mówią o inteligentnych algorytmach koordynacyjnych, które umożliwiają dronom wymianę informacji, pozwalając rojowi działać jako jeden organizm. W praktyce rój może przejąć zadania utraconej lub zakłócanej maszyny, co ma kluczowe znaczenie w Ukrainie, gdzie zakłócenia elektroniczne są codziennością.

System wykorzystuje łącza danych do przesyłania poleceń i aktualizacji statusu, lecz kluczowe twierdzenie zakłada, że drony mogą kontynuować współpracę nawet po zerwaniu tego połączenia. Jeden z opisywanych typów wyrzutni ma umożliwiać jednoczesne wypuszczenie dziesiątek dronów stałopłatowych, co pozwala na niemal natychmiastowe sformowanie dużego roju.

Niektóre warianty dronów osiągają prędkości bliskie 100 kilometrów na godzinę i czas lotu przekraczający godzinę, co umożliwia pokrycie szerokich obszarów, a nie tylko pojedynczych odcinków okopów. Opcje ładunku obejmują sensory, amunicję oraz moduły przekaźnikowe, dzięki czemu rój może łączyć funkcje rozpoznania, uderzenia i wsparcia łączności w jednym pakiecie.

Jeśli jeden operator może nadzorować setki dronów, Ukraina mogłaby rozszerzyć zasięg swoich operacji dronowych bez konieczności zwiększania liczby pilotów w tym samym tempie. Rój zwiększa także odporność systemu, ponieważ wiele sensorów obserwujących cel z różnych kierunków zmniejsza ryzyko jego utraty w przypadku awarii jednej maszyny. Połączenie funkcji rozpoznawczych i uderzeniowych zmusza obrońców do rozróżniania rzeczywistych zagrożeń od pozornych pod presją czasu. Efekt na polu walki sprowadza się do problemu nasycenia, ponieważ obrońcy są w stanie zwalczać jedynie ograniczoną liczbę celów jednocześnie.

Model dyspozytorski skraca również czas między wykryciem a atakiem poprzez równoległą koordynację zadań poszukiwania, potwierdzenia i uderzenia. Kluczowe pytanie brzmi zatem, czy ten model dowodzenia może rozwijać się szybciej niż ewoluują środki przeciwdziałania.

Należy jednak zachować ostrożność, ponieważ ta zdolność jest obecnie bliższa kontrolowanej demonstracji niż systemowi sprawdzonemu w realnych warunkach bojowych. Ukraina jest jednym z najtrudniejszych środowisk dla dronów na świecie, gdyż ciągłe zakłócenia i zatłoczona przestrzeń powietrzna utrudniają koordynację. Autonomia zmniejsza potrzebę stałej kontroli człowieka, ale oznacza też, że dowódcy muszą ufać, iż drony będą zachowywać się przewidywalnie w zmieniających się warunkach. Szkolenia i symulacje mogą poprawić koordynację, lecz prawdziwa walka wprowadza dodatkowe tarcia, takie jak utrata sygnału, uszkodzenia sprzętu czy wąskie gardła logistyczne.

Model zakładający 200 dronów na jednego żołnierza zależy również od tego, czy produkcja i transport nadążą za tempem zużycia na froncie. Najszybszą ścieżką adaptacji dla Ukrainy byłoby prawdopodobnie nałożenie modelu dyspozytorskiego na istniejące jednostki dronowe, podczas gdy pełna zmiana doktrynalna wymagałaby nowych struktur szkoleniowych i wsparcia.

Ogólnie rzecz biorąc, prawdziwa zmiana nie dotyczy samej liczby dronów, lecz pojawienia się modelu dowodzenia, w którym jeden operator kieruje całym systemem powietrznym zamiast pojedynczą maszyną. Jeśli ten model dojrzeje w warunkach realnego stresu bojowego, przewaga na polu walki będzie zależeć mniej od parametrów pojedynczego drona, a bardziej od zdolności do skutecznej koordynacji dużych ich liczby. Taka dynamika wskazuje na wyścig zbrojeń skoncentrowany zarówno na zakłócaniu kontroli roju, jak i na doskonaleniu jego możliwości.

W dłuższej perspektywie armie zdolne do niezawodnego zarządzania gęstymi formacjami dronów przy mniejszej liczbie operatorów będą kształtować sposób prowadzenia przyszłych konfliktów.


.jpg)








Komentarze