Dzisiaj docierają do nas interesujące aktualizacje z Rosji.
Moskwa identyfikuje realne słabości w europejskiej logistyce, spójności politycznej i systemie wzmocnień wzdłuż wschodniej flanki. Rosja wyciąga jednak błędne wnioski z tych niedociągnięć, a ten błąd w ocenie może ją drogo kosztować, jeśli Kreml podejmie większe ryzyko w przekonaniu, że Europejczycy zareagują zbyt wolno.

Rosjanie zidentyfikowali słabości w Europie, które wynikają z dziesięcioleci przygotowań do misji ekspedycyjnych w odległych teatrach działań zamiast do obrony terytorialnej, co pozostawia widoczne luki w sieciach wzmocnień w przypadku wojny konwencjonalnej. Strona rosyjska wskazuje, że kraje bałtyckie i Finlandia nadal używają torów o innym rozstawie niż standard europejski, co oznacza, że pociągi przewożące sprzęt z Europy Środkowej nie mogą po prostu kontynuować jazdy bez przeładunku. Transport morski napotyka podobne ograniczenia, gdyż ruch jest silnie skoncentrowany wokół Rotterdamu i Antwerpii, co uzależnia Europę od wąskiej grupy portów w przypadku pełnoskalowej wojny konwencjonalnej. Wreszcie, dostęp marynarek wojennych krajów europejskich do Morza Czarnego jest ograniczony przez Konwencję z Montreux, która reguluje przepływ jednostek wojskowych przez cieśninę Bosfor, podczas gdy stara infrastruktura rurociągowa NATO nie sięga jeszcze w pełni na wschód.

Rosja błędnie interpretuje znaczenie tych wąskich gardeł, ponieważ szereg wniosków, które z nich wyciąga, jest już nieaktualnych. Dostęp do Morza Czarnego nie jest nienaruszalną blokadą w wojnie z Rosją, ponieważ Konwencja z Montreux daje Turcji szerokie uprawnienia w zakresie zarządzania cieśninami, jeśli znajduje się ona w stanie wojny lub uważa się za zagrożoną. Luka w rurociągach paliwowych również przestała być statyczną słabością – Polska inwestuje ponad pięć i pół miliarda dolarów w budowę ponad trzystu kilometrów rurociągu, aby połączyć swój system z Niemcami.

W kwestii portów państwa europejskie aktywnie wykorzystują ćwiczenia wojskowe i programy mobilności, aby budować zdolności transportowe podwójnego zastosowania, niezbędne do prowadzenia realnych operacji.

Pod względem politycznym Rosja dostrzega słabość, ponieważ europejski system prowadzenia wojny wciąż opiera się na strukturach zbudowanych dla suwerenności czasu pokoju, a nie dla wojennej centralizacji. Rosyjscy analitycy skupiają się zwłaszcza na powolnym czasie zatwierdzania przemieszczania żołnierzy przez europejskie granice oraz na przypadkach, w których Hiszpania i Włochy ograniczyły Amerykanom możliwość korzystania z baz podczas operacji związanych z uderzeniami na Iran, traktując oba te przykłady jako dowód na to, że szybkie wzmocnienie w sytuacji kryzysowej byłoby niemożliwe. Łączą oni te tarcia polityczne z podatnością militarną, argumentując, że jakiekolwiek opóźnienie w decyzjach sojuszniczych daje siłom rosyjskim w rejonie Przesmyku Suwalskiego więcej czasu na zagrożenie bałtyckim szlakom dostępowym, zanim większe formacje NATO zdołają się rozwinąć.

Jednak ta polityczna interpretacja zbyt mocno rozciąga zachowania czasu pokoju na sytuacje nadzwyczajne. Odmowa wsparcia dla opcjonalnej operacji na Bliskim Wschodzie nie oznacza odmowy dostępu podczas rosyjskiego ataku na samo NATO. To samo dotyczy biurokracji. Rosja powołuje się na najwolniejsze procedury czasu pokoju, tak jakby miały one nadal obowiązywać podczas przerzutu sił w kryzysie, mimo że obecne ramy mobilności wojskowej UE skróciły czas procesowania przemieszczeń transgranicznych do trzech dni w czasie pokoju i do kilku godzin w czasie wojny.

Rosja przekłada te słabości na koncepcję militarną dla wschodniej flanki. Wzmocnienie NATO nadal zależy od kluczowych portów, węzłów kolejowych, szlaków paliwowych i wąskich korytarzy lądowych, co czyni fazę otwierającą rozwinięcie sił najbardziej narażoną. Oddziaływanie Obwodu Królewieckiego na bałtyckie szlaki dostępu i rejon Suwałk wpisuje się bezpośrednio w tę logikę, ponieważ daje Rosji możliwość zagrożenia przemieszczeniom wojsk, zanim główne siły NATO znajdą się na miejscu. Celem byłoby spowolnienie rozmieszczenia i wywarcie presji na państwa frontowe, zanim Sojusz zdoła zaangażować pełnię swojego potencjału.

Problemem dla Moskwy jest to, że zanim będzie ona gotowa do uderzenia na Zachód, te luki przestaną istnieć, a każda próba ich wykorzystania doprowadziłaby do natychmiastowego rozszerzenia konfliktu. Jakiekolwiek uderzenie w porty, węzły kolejowe czy centra logistyczne wywołałoby odwet w domenach powietrznej, morskiej oraz precyzyjnych uderzeń głębokich. Rosja musiałaby wówczas zarządzać tą eskalacją w warunkach, gdy jej obrona powietrzna jest już nadwyrężona długotrwałą wojną, a Ukraina pozostaje w gotowości do wykorzystania każdej słabości w rosyjskich liniach.

Podsumowując, Rosja identyfikuje realne słabe punkty w Europie, ale błędnie interpretuje je jako dowód na to, że wschodnia flanka może zostać odizolowana niskim kosztem. Ta błędna ocena może pchnąć Moskwę ku niebezpiecznemu hazardowi opartemu na przekonaniu, że Europa zawaha się w godzinie próby.

Europa potrzebuje zatem czegoś więcej niż tylko lepszego transportu i krótszych terminów mobilizacji, ponieważ odstraszanie zależy obecnie także od twardszej infrastruktury i pełnej integracji wojny dronowej. Dla Rosji niebezpieczeństwo polega na tym, że wojna oparta na założeniu o słabości Europy może zamiast tego wzmocnić koordynację w ramach NATO i dać Ukrainie nowe możliwości wykorzystania rosyjskiego nadmiernego rozciągnięcia sił.


.jpg)








Komentarze