Dzisiaj napłynęły istotne wiadomości z Federacji Rosyjskiej.
Europejska blokada rosyjskiej „cień floty” do tej pory skutecznie ograniczała zdolność Rosji do pełnego wykorzystania wojny w Iranie w celu zwiększenia własnych zysków z ropy naftowej. Jednak w momencie, gdy rosyjska Rada Morska zaczęła planować rozszerzenie eskort wojskowych dla nielegalnego handlu tankowcami, Ukraina włączyła się do dyskusji w sposób dość bezpardonowy, rozwiązując dylemat Rosjan poprzez całkowite wyeliminowanie potrzeby eskorty.

Najnowszy przykład zdecydowanych działań Europy miał miejsce, gdy francuska marynarka wojenna (Marine Nationale) przechwyciła i zajęła tankowiec Deyna w zachodniej części Morza Śródziemnego, podejrzewając go o żeglugę pod fałszywą banderą. Jednostka opuściła Rosję pod rejestracją mozambicką, była śledzona, a ostatecznie poddana abordażowi przez siły francuskie. Francja nie działała w tej operacji samodzielnie; to brytyjski wywiad sygnałowy (SIGINT) monitorował podejrzany statek i przekazał informacje stronie francuskiej w celu podjęcia dalszych działań.

Po zatrzymaniu rosyjskiej jednostki i inspekcji dokumentów, rząd francuski uznał materiał dowodowy za wystarczający i skierował statek na kontrolowane kotwicowisko na południowym wybrzeżu, gdzie jednostka wraz z kapitanem oczekują na wyrok, wielomilionowe grzywny lub całkowity przepadek mienia. Jest to element szerszego trendu, w którym państwa europejskie przestają ograniczać się obawami przed eskalacją, lecz aktywnie i w czasie rzeczywistym paraliżują rosyjski transport ropy.

Sytuacja jest dla Moskwy szczególnie alarmująca, ponieważ działania te są kontynuowane pomimo warunków, które według rosyjskiej logiki powinny je powstrzymywać. W obliczu wojny w Iranie, zakłócającej przepływy przez cieśninę Ormuz i zacieśniającej globalną podaż, rosyjscy analitycy spodziewali się, że Zachód złagodzi presję, aby uniknąć dalszych skoków cen. Stało się jednak odwrotnie: europejscy decydenci otwarcie promują konfiskaty tankowców jako skuteczne narzędzie, sygnalizując, że presja strategiczna na Rosję przeważa obecnie nad obawami o krótkoterminową zmienność rynkową.

Wywołało to falę alarmistycznych komentarzy wewnątrz Rosji. Analitycy ostrzegają, że pasywne postawy nie są już dopuszczalne i że kraje europejskie mogą przejmować rosyjską ropę i gaz na własne potrzeby. Dyskusje w Rosji coraz częściej ewoluują w stronę siłowych środków odwetowych, szczególnie na Morzu Bałtyckim, gdzie konfrontacja z państwami europejskimi może stać się nieunikniona, jeśli Rosja chce utrzymać eksport ropy. Nikołaj Patruszew, przewodniczący Rady Morskiej Federacji Rosyjskiej, przyznał, że organizowanie konwojów morskich jest obecnie rozważane jako potencjalne rozwiązanie, przy czym rosyjskie korwety już teraz sporadycznie eskortują statki handlowe.

Jednak nawet w Rosji zauważalna jest świadomość, że marynarka wojenna nie posiada potencjału do utrzymania takich operacji na znaczącą skalę. Rosyjska Flota Czarnomorska jest w dużej mierze ograniczona do pozycji defensywnych, podczas gdy inne floty są rozproszone na wielu teatrach działań.


W rezultacie badane są środki alternatywne, takie jak rozmieszczanie na jednostkach uzbrojonych grup ochrony powiązanych z grupą Wagnera lub wywiadem wojskowym. Takie zespoły pojawiły się już na 17 tankowcach w Zatoce Fińskiej, utrzymując łączność z rosyjską marynarką i faktycznie militaryzując komercyjne szlaki żeglugowe, co potwierdziły fińskie służby specjalne. Inne metody obejmują bardziej nieszablonowe koncepcje, takie jak wykorzystanie dronów morskich jako jednostek eskortujących lub adaptacja statków cywilnych do celów obronnych, co podkreśla brak realnych opcji konwencjonalnych.


Jednak właśnie w momencie, gdy dyskusje te nabierały dynamiki, Ukraina zadała decydujący i nieoczekiwany cios za pomocą skoordynowanej operacji dronów dalekiego zasięgu. Ukraińskie drony kamikadze „Luty” uderzyły w terminal naftowy Transniefti w Primorsku, największy rosyjski hub eksportowy na Bałtyku. Wiele zbiorników magazynowych stanęło w ogniu, co potwierdziły zdjęcia satelitarne i lokalne władze. Skala ataku była znacząca, a konsekwencje natychmiastowe. Rosja została zmuszona do wstrzymania operacji załadunku ropy i paliw zarówno w Primorsku, jak i w Ust-Łudze – dwóch kluczowych portach bałtyckich. Obiekty te obsługują około 100 milionów ton ropy rocznie, a sam Primorsk jest w stanie eksportować około miliona baryłek dziennie. Pożary trwały przez wiele dni, budząc obawy o dalsze rozprzestrzenianie się ognia i długofalowe uszkodzenia infrastruktury przesyłowej.

Rozwój wypadków sprawił, że rosyjskie debaty o eskortach morskich stały się bezprzedmiotowe. Nawet jeśli tankowce mogłyby być chronione na morzu, paraliż portów oznacza, że nie ma czego ładować ani transportować. Wąskie gardło przesunęło się z bezpieczeństwa tranzytu na samą zdolność eksportową, ponieważ Ukraina ominęła problem, uderzając bezpośrednio w jego źródło.

Podsumowując, podczas gdy Rosja debatuje nad eskalacją, rozmieszcza uzbrojone załogi i rozważa konwoje morskie, Ukraina systematycznie demontuje infrastrukturę stanowiącą fundament rosyjskiego eksportu ropy. Cień flota pozostaje pod presją europejskich konfiskat, ale teraz celem stały się również porty ją zasilające. W ciągu jednej nocy paradygmat strategiczny uległ zmianie: nie chodzi już o to, jak chronić tankowce, lecz o to, czy pozostanie wystarczająca ilość sprawnej infrastruktury, by w ogóle kontynuować eksport.


.jpg)








Komentarze