Najważniejsze doniesienia z dzisiejszego dnia dotyczą Iranu.
Irańskie siły powietrzne zostały całkowicie wyeliminowane z działań, co pozwala wrogim samolotom i dronom na swobodne operowanie nawet nad Teheranem. Niemniej jednak u progu konfliktu potencjał lotnictwa Iranu wciąż wydawał się zdolny do zagrożenia planom błyskawicznego uderzenia, mającego na celu zaskoczenie reżimu. W odpowiedzi opracowano precyzyjny plan strategiczny, który miał na celu trwałe unieruchomienie irańskich maszyn na ziemi.

Zgodnie z danymi World Directory of Modern Military Aircraft, lotnictwo Iranu dysponuje około czterystoma aktywnymi statkami powietrznymi, w tym około dwustu trzydziestoma jeden myśliwcami zdolnymi do walki powietrznej. Większość z nich to jednak przestarzałe konstrukcje z okresu zimnej wojny, pozyskane głównie ze Stanów Zjednoczonych, uzupełnione mniejszą liczbą maszyn radzieckich oraz francuskich. W operacjach bojowych Iran polega na samolotach F-14 Tomcat i MiG-29 Fulcrum w celu zapewnienia przewagi powietrznej, podczas gdy Su-24 wykonują misje uderzeniowe. Maszyny Mirage F1, F-4 Phantom II oraz F-5 Tiger II pełnią role wspierające, wzmacniając obronę przeciwlotniczą i potencjał uderzeniowy.

Pod względem ilościowym flota myśliwska Iranu pozostaje skrajnie ograniczona w porównaniu z głównymi przeciwnikami. Same Stany Zjednoczone rozmieściły obecnie około dwustu myśliwców przygotowanych do uderzeń na Iran, podczas gdy Izrael dysponuje około dwustu osiemdziesięcioma czterema samolotami bojowymi. Oznacza to dwukrotną przewagę liczebną nad irańskimi siłami przechwytującymi, nie wspominając o przewadze technologicznej wynikającej z posiadania maszyn piątej generacji, takich jak F-35.

Mimo mniejszej skali, irańska flota wciąż stanowiła realne zagrożenie. Warto zauważyć, że myśliwce Tomcat mogą przenosić do sześciu pocisków powietrze-powietrze AIM-54 Phoenix, zdolnych do rażenia celów na dystansie do stu osiemdziesięciu pięciu kilometrów przy prędkościach osiągających Mach 5.

Oznaczało to, że mimo przewagi technicznej i liczebnej przeciwnika, irańskie lotnictwo mogło rzucić wyzwanie wrogim operacjom powietrznym. Czynnik ten nabrał szczególnego znaczenia w kontekście konieczności zachowania elementu zaskoczenia, niezbędnego do szybkiej dekapitacji irańskiego dowództwa, zanim zdołałoby ono schronić się w instalacjach podziemnych.

Angażowanie się w walkę z przestarzałymi, lecz wciąż groźnymi samolotami niosło ryzyko zniweczenia tego celu. W rezultacie Stany Zjednoczone i Izrael podjęły radykalne kroki w celu zneutralizowania irańskich sił powietrznych, zanim te zdołałyby efektywnie włączyć się do walki.

Aby zmniejszyć podatność na uderzenia, Iran rozprasza swoje zasoby lotnicze w wielu lokalizacjach. Lotnictwo operuje z siedemnastu taktycznych baz lotniczych oraz jednego obiektu podziemnego wykutego w skałach. Odzwierciedla to istotę irańskiej doktryny, która koncentruje się na ciągłości operacyjnej, a nie na walce o bezpośrednie panowanie w powietrzu. Zakłada ona, że w przypadku ataku na bazę, maszyny powinny natychmiast przebazować się w bezpieczne miejsce.

Należy jednak podkreślić, że nawet irańskie bazy podziemne pełnią jedynie funkcję chronionych hangarów. Aby wystartować, samoloty muszą wykołować na otwarte pasy startowe. Celem wyeliminowania lotnictwa Iranu, zanim zdołałoby wzbić się w powietrze, połączony plan USA i Izraela skupił się na niszczeniu dróg startowych i dróg kołowania. Miało to uniemożliwić starty, lądowania oraz ewakuację do innych baz, uderzając w sam fundament irańskiej doktryny operacyjnej.

W ramach realizacji tego planu Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły skoordynowane uderzenia na dziesięć irańskich taktycznych baz lotniczych, zadając im uszkodzenia o różnym stopniu dotkliwości.

Analizując konkretny przypadek, baza lotnicza Hamadan została zaatakowana przy użyciu trzynastu bomb kierowanych GBU-39. Uderzenia charakteryzowały się wysoką precyzją, poważnie uszkadzając pasy startowe, drogi kołowania i drogi dojazdowe. Dane satelitarne wskazują, że obszary naprawione po izraelskim ataku z 2025 roku zostały trafione ponownie, a kratery powstały niemal w tych samych punktach.


W efekcie w bazie Hamadan nie pozostał żaden ciągły odcinek utwardzonej nawierzchni o długości powyżej tysiąca metrów, co czyni obiekt niezdatnym do prowadzenia operacji lotniczych. Doprowadziło to do uwięzienia maszyn wewnątrz schronów oraz uniemożliwiło lądowanie jednostkom powracającym, czyniąc je łatwymi celami dla kolejnych uderzeń.

Zniszczenie infrastruktury uniemożliwiło Iranowi relokację uziemionych maszyn. Siły USA i Izraela zniszczyły następnie czterdzieści jeden myśliwców i samolotów transportowych na ziemi, generując znaczne straty militarne i finansowe. Należy odnotować, że Iran stosował metody dezinformacji, malując na nawierzchniach sylwetki samolotów i śmigłowców w celu zmylenia atakujących.

Działania te doprowadziły jedynie do niewielkiego zużycia amunicji, co w kontekście skali operacji i posiadanych zapasów nie miało znaczenia, podczas gdy Iranowi nie udało się ocalić realnego sprzętu.


Obecnie, przy niemal całkowitym unieruchomieniu floty, amerykańskie i izraelskie drony oraz myśliwce operują swobodnie w przestrzeni powietrznej Iranu. Choć odnotowano zestrzelenie kilku dronów, incydenty te nie miały wpływu na potencjał znacznie liczniejszych sił koalicyjnych.

Podsumowując, Stany Zjednoczone i Izrael zdołały od samego początku sparaliżować rozwijany od lat irański potencjał lotniczy. Wynika to z posiadania przez USA i Izrael zaawansowanych systemów walki i obrony powietrznej, które drastycznie przewyższają możliwości techniczne Iranu, czyniąc go niezdolnym do skutecznego oporu. W obecnej sytuacji Iran może wprawdzie dążyć do przedłużenia konfliktu, lecz wynik długofalowy będzie dla niego skrajnie niekorzystny, prowadząc do degradacji potencjału militarnego i produkcyjnego.


.jpg)








Komentarze